Superbakteria atakuje!

Superbakteria atakuje! A teraz spokojnie

Jak zaalarmowały kilka dni temu media, u pacjentki szpitala w Piotrkowie Trybunalskim wykryto superbakterię New Delhi, oporną na wszystkie antybiotyki. Pacjentów, którzy mogli zetknąć się z nosicielką, ze względu na zagrożenie epidemiologiczne od razu odizolowano, a oddział wewnętrzny szpitala zamknięto. Superbakteria! Brzmi groźnie? Tak. Więc zajrzyjmy tej grozie prosto w oczy i spróbujmy ją oswoić. Co nie znaczy zbagatelizować.

Co to jest superbakteria New Delhi i dlaczego może być groźna?

New Delhi to potoczna nazwa dla bakterii Klebsiella pneumoniae NDM, czyli pałeczki zapalenia płuc NDM, która może wywoływać wiele poważnych chorób: właśnie zapalenie płuc, ale także zapalenie układu moczowego, opon mózgowo-rdzeniowych i najgroźniejszą – sepsę, która w 50 proc. przypadków kończy się śmiercią.

Dlaczego ta bakteria, potocznie nazywana też superbakterią, jest tak groźna? Bo jest oporna praktycznie na wszystkie znane antybiotyki, a to oznacza, że w przypadku wspominanych przeze mnie zakażeń leczenie jest takie trochę „na dwoje babka wróżyła”.

Dlaczego w takim razie jest oporna? Dlatego, że posiada „gen superoporności” (o skomplikowanej nazwie NDM-1-New Delhi-Metallo-beta-laktam-1, stąd ten dodatek „NDM”). To ten gen sprawia, że bakteria wytwarza enzymy (przede wszystkim tzw. metalo-beta-laktamazy), które unieszkodliwiają praktycznie wszystkie antybiotyki, nawet te tzw. ostatniej szansy, czyli niezwykle silne, które stosuje się w leczeniu ciężkich zakażeń. Sprawa więc wygląda tak. My podajemy antybiotyki, a bakterie sobie nic z tego nie robią, a właściwe robią – po prostu je niszczą, zamiast one je.

Ale ta superbakteria jest groźna jeszcze z innego powodu. Mianowicie może ona przekazać „gen superoporności” innym bakteriom, nawet tym niegroźnym, które wówczas stają się także superbakteriami.

Superbakteria – skąd się bierze?

No właśnie, dlaczego pojawiają się superbakterie, skoro mamy antybiotyki? No właśnie – dlatego. Główną przyczyną powstawania oporności bakterii jest niewłaściwe stosowanie lub nadmierne używanie antybiotyków. Bo jeśli na najprostszy katar wytacza się antybiotykowe armaty, jeśli samowolnie skraca się czas leczenia antybiotykiem, bo „już się poprawiło”, jeśli zbyt często stosuje się antybiotyki bez antybiogramu lub niewłaściwie dobrane i leczy metodą prób i błędów, to potem mamy tego efekty.

Bakterie są bardzo mądre i atakowane znajdują sposoby, aby nasza broń – antybiotyk – nie była im straszna. Tym sposobem są m.in. mutacje genetyczne i pojawianie się takich genów jak gen superoporności. I w rzeczywistości to ten gen decyduje, czy Klebsiella pneumoniae (lub inna bakteria) stanie się superbakterią.

Gen ten wykryli po raz pierwszy w 2009 roku brytyjscy naukowcy z uniwersytetu w Cardiff u szwedzkiego pacjenta, który leczył się w Indiach – stąd potoczna nazwa New Delhi. A potem poszło już szybko. Do końca 2010 roku zakażenia superbakterią New Delhi potwierdzono w Europie, m.in. w Austrii, Chorwacji, Czechach, Serbii, Grecji, Wielkiej Brytanii, Belgii, a następnie w USA.

W Polsce po raz pierwszy superbakterię z genem superoporności wykryto w 2011 roku w jednym ze szpitali w Warszawie, następnie w 2012 roku w Poznaniu. Od tego momentu zaczęto też monitorować występowanie superbakterii w polskich szpitalach. Jak wynika z danych krajowego Ośrodka Referencyjnego ds. Lekowrażliwości Drobnoustrojów, w 2013 roku w Polsce już ponad sto osób było zakażonych New Delhi, a w 2016 r. aż 1100, z czego większość w Warszawie. Wiele wskazuje jednak, że dane te mogą być niedoszacowane, czyli osób zakażonych jest więcej.

Kto i kiedy choruje?

Czy to oznacza, że wszyscy, którzy mają supebakterię, chorują? Nie! I to jest zarazem dobra i zła wiadomość. A teraz wyjaśnijmy – dlaczego.

Przede wszystkim trzeba wyraźnie zaznaczyć, że Klebsiella pneumoniae to bakteria, która może normalnie sobie żyć na naszej skórze lub w przewodzie pokarmowym (wówczas też jest wydalana z kałem) i nie dawać żadnych objawów chorobowych. Oczywiście nie każdy ją ma, ale ryzyko jej załapania jest większe, jeśli np. byliśmy hospitalizowani. Podsumowując, są osoby, które jej nie mają, są też takie, u których ona jest i nie wywołuje żadnych objawów chorobowych – są to tzw. zdrowi nosiciele, i są też tacy, u których wywołuje ona chorobę – czyli osoby chore.

Dlaczego nie każdy, kto ma tę bakterię choruje? Bo staje się groźna wtedy, kiedy przedostanie się do miejsca, gdzie absolutnie jej być nie powinno: do krwi (która prawidłowo jest zawsze jałowa), do dróg moczowych czy dróg oddechowych. I wówczas sieje spustoszenie.

Superbakteria – kiedy i jak może się tam dostać?

Bytując na skórze, może się ona przenosić z osoby na osobę np. przez nieumyte ręce. Może być też przenoszona poprzez skażone nią przedmioty, sprzęt medyczny itd. Ryzyko zwiększa się wtedy, gdy z jakiegoś powodu przebywamy w szpitalu i mamy wykonywane inwazyjne procedury. Np. mamy zakładany cewnik moczowy do pęcherza, wenflon do żyły, lub jesteśmy pod respiratorem.

Bakteria może się także przedostać na „nie swoje miejsce” w czasie zabiegu chirurgicznego i to wcale nie z rąk chirurga, które są w rękawiczkach, ale ze skóry operowanego pacjenta. I to jest bardzo ważne! Do przedostania się superbakterii ze skóry, gdzie sobie niegroźnie bytuje, np. do krwi, może dojść także u nas samych, czyli wcale nie musimy zarazić się od kogoś! To jest ważne z kilku powodów, także dla celów dowodowych, gdy dochodzimy np. od szpitala odszkodowania za zakażenie szpitalne.

Superbakteria – co sprzyja zakażeniom?

Kilka czynników, w tym m.in. brak higieny, nieprzestrzeganie przez personel medyczny procedur, obciążenie chorobami przewlekłymi, np. cukrzycą, osłabiona odporność, chemioterapia, podeszły wiek i wiele innych.

Brak higieny?

Tak! Jak świat światem to właśnie brak higieny jest jednym z ważniejszych czynników sprzyjających występowaniu i szerzeniu się chorób bakteryjnych. A zasady higieniczne są bardzo proste. Podstawa to mycie rąk (GIS przygotował nawet instrukcję mycia rąk!), a gdy jesteśmy w szpitalu (jako pacjent lub osoba odwiedzająca), warto dodatkowo korzystać z pojemników zawierających środek dezynfekujący.

Szpital, niestety, jest nie tylko miejscem, gdzie ratuje się zdrowie i życie, ale gdzie jest także większe ryzyko zakażenia. I choć wszystkie procedury służą temu, by je ograniczać, to jak na razie nic nie wskazuje, by można je było zupełnie wyeliminować. Dlatego tak ważne jest przestrzeganie zaleceń higienicznych.

A oto kilka prostych wskazówek dla pacjentów szpitali i osób odwiedzających, jak się zachować, aby zmniejszyć ryzyko zakażenia:

  • Po każdym skorzystaniu z toalety szpitalnej myjemy dokładnie ręce i je dezynfekujemy.
  • Nie siadamy na łóżku chorego – po co zabierać do domu florę bakteryjną szpitala?
  • Cokolwiek robimy przy chorym (np. karmimy go, myjemy), przed i po danej czynności też myjmy ręce.
  • Nie używamy przedmiotów należących do innego pacjenta.
  • Patrzymy na ręce personelu medycznego. Np. czy zabiegi, m.in. zakładanie wenflonu, są wykonywane w rękawiczkach, które są zmieniane pomiędzy pacjentami? Czy lekarz, przystępując do badania pacjenta, umył ręce po badaniu poprzedniego?
  • Staramy się gołymi rękoma nie dotykać żadnych wydzielin czy wydalin chorego, a jeśli już do tego dojdzie, to od razu myjemy ręce i je dezynfekujemy.
  • Pilnujemy, by pościel chorego była zawsze czysta.

Podsumujmy

O procedurach szpitalnych napiszę innym razem, teraz tylko jeszcze kilka słów na temat bardzo ważnej kwestii. Jak zauważyliście na początku napisałam: ”Pacjentów, którzy mogli zetknąć się z nosicielką, ze względu na zagrożenie epidemiologiczne od razu odizolowano, a oddział wewnętrzny szpitala zamknięto”.

Z tego wynika, że bakterię wykryto nie u osoby chorej, ale nosicielki, i od razu wdrożono postępowanie: izolacja pacjentów i zamkniecie oddziału. I to, co zrobił szpital, to jest jak najbardziej właściwe postępowanie.

Izolacja ma na celu przerwanie łańcucha epidemicznego, czyli chodzi o to, by bakteria nie przenosiła się na osoby niezakażone, a oddział zamknięto po to, aby przeprowadzić kompleksową dezynfekcję pomieszczeń i sprzętu medycznego. Niestety tam, gdzie szpitale nie podejmują od razu tak radykalnych działań, może dojść do zakażenia wielu osób, z których część zachoruje. I epidemia zakażeń gotowa.Więcej o zakażeniach szpitalnych pisałam w pościeZakażenia szpitalne – a bakterie szaleją, szaleją

I już zupełnie na koniec. Wspomniałam, że wielu zakażeniom winne jest niewłaściwe stosowanie antybiotyków. Dla zainteresowanych tym tematem polecam więc stronę Narodowy Program Ochrony Antybiotyków. Znajduje się tu lista najczęściej zadawanych pytań na temat antybiotyków, no i oczywiście odpowiedzi. Warto poczytać.  

 

Filovera Septima

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: