Zaćma - oczekiwanie w kolejce na leczenie

Stoimy w kolejce, a zaćma dojrzewa. Co robić?

Myślisz: moje oczy są zmęczone po całym dniu ślęczenia przy monitorze komputera. Przecierasz je, by uwolnić się od przesłaniającego wzrok zamglenia. Wpuszczasz krople z nadzieją, że nawilżenie spojówek usunie tę mgłę i przywróci ostrość widzenia. Ze zdziwieniem stwierdzasz, że świat wokół zmienił swoje nasycenie – jasne barwy wydają się ciemniejsze niż jeszcze do niedawna. Chwilową ulgę przynosi pochmurna pogoda lub zmierzch – wtedy widzisz wyraźniej niż w słoneczny dzień. Jasne światło wręcz cię oślepia, choć wcześniej tak nie miałeś. Nieco lepiej, ale tylko do czasu, widzisz o zmierzchu. I jeszcze nie przychodzi ci do głowy, że to może być zaćma. 

Bywa, że z biegiem czasu potrącasz coraz częściej różne przedmioty i zauważasz, że masz problem z oceną odległości. I widzisz coraz gorzej. I już wiesz, że to nie jest zwykłe zmęczenie oczu, które minie po wyspaniu się i kroplach. Szukasz więc w Internecie. I jest. Doktor Google zawsze na stanowisku. Czytasz i oświecenie! Ale tylko, co do wiedzy, bo jeśli chodzi o oczy, to wręcz przeciwnie. Zaciemnienie. Bo już wiesz, że to, co „padło ci na oczy”, to zaćma! Zaćma? Myślisz: w tym wieku?! Przecież masz dopiero 40 lat. A jeśli masz więcej, myślisz, a wręcz krzyczysz w myślach – dlaczego ja?! Nie palę, nie piję, nie mam cukrzycy. A nawet, jeśli to wszystko robisz i masz, to i tak myślisz, tym razem ze smutkiem – jakie to niesprawiedliwe, że mnie to spotyka. Mnie? Dlaczego?

Skąd ta zaćma?

Dokładnie nie wiadomo. Częstość występowania zaćmy zwiększa się wraz z wiekiem, szczególnie po 60 roku życia, i jest efektem procesu starzenia się soczewki. Bo zaćma dotyka właśnie tej części oka, dając jej zmętnienie. U niektórych osób występują predyspozycje genetyczne, szczególnie jeśli pojawia się w młodym wieku. Wcześniej ujawnia się też w innych chorobach oczu, np. w zwyrodnieniu barwnikowym siatkówki. Może pojawić się też po niektórych lekach, np. sterydach, lub po urazach oka.

Na pocieszenie (a może nie?) powiem jednak, że jeśli masz zaćmę, zwaną też kataraktą, to nie jesteś sam. W Polsce choruje na nią ok. 900 tys. osób. I to są tylko ci, którzy uświadomili sobie problem i mają postawione rozpoznanie. Wielu jeszcze nie wie, że ma zaćmę, szczególnie jeśli dotyczy ona tylko jednego oka lub jest w początkowym stadium. Inni łudzą się, że mgła sprzed oczu „rozwieje się” sama i wciąż wpuszczają krople. Być może tak jak ty do niedawna, zanim cię oświeciło.

Czas decyzji – stajemy w kolejce po leczenie

Jeśli już wiesz, że to, co ci przesłania świat, to prawdopodobnie zaćma, przychodzi czas na podjęcie decyzji. Trzeba iść do okulisty. Niech zajrzy głęboko w oczy i odpowie na egzystencjalne pytanie: zaćma to jest, czy nie zaćma? I tu zaczynają się schody i bariery. A właściwie kolejka. A nawet dwie.

Pierwsza, na szczęście od jakiegoś czasu krótsza, to ta do poradni okulistycznej. Tu warto wejść na stronę NFZ w zakładkę „Dla Pacjenta” i poszukać danych o kolejkach (link: http://kolejki.nfz.gov.pl/), by sprawdzić, do jakiej poradni okulistycznej jest najkrótszy czas oczekiwania. Oczywiście, możemy mieć też pewne preferencje, np. koniecznie chcemy, by była to poradnia przy jakimś szpitalu klinicznym. Warto jednak pamiętać, że długość kolejki mierzona liczbą pacjentów „tych, co przed nami” zależy nie tylko od wysokości kontraktu, jaki ma poradnia, ale też od jej popularności wśród pacjentów i przekonania, że w tej, a nie w innej są najlepsi lekarze, albo jeden konkretnie najlepszy lekarz-okulista. Radziłabym jednak czasu na stanie w tej kolejce nie marnować i iść tam, gdzie najszybciej wyznaczą termin wizyty. Po pierwsze dlatego, że do rozpoznania zaćmy nie jest potrzebny żaden profesor, a po drugie jeszcze się naczekamy – w kolejce do leczenia.

I to jest ta druga i znacznie dłuższa od pierwszej kolejka. A tym leczeniem, które rzeczywiście może nam pomóc odzyskać ostrość wzroku (ostrość spojrzenia mamy nadal – widzimy z całą wyrazistością problemy, jakie musimy pokonać), jest operacja usunięcia zaćmy. I tu wybór kolejki, w jakiej staniemy, jest rzeczywiście ważny. Po pierwsze zależy od tego, jak bardzo nam się spieszy. Pod drugie od naszego wywiadu środowiskowego – gdzie zaćmę usuną najlepiej, czyli skutecznie i z niskim ryzykiem powikłań.

Jak długa ta kolejka? Przykład trzech województw

Co do pierwszej kwestii, czyli długości kolejki, to przeanalizowałam trzy województwa: łódzkie (bliska ciału koszula), pomorskie (podoba mi się Gdańsk) i dolnośląskie (Wrocław też mi się podoba) pod kątem czasu oczekiwania na operację zaćmy. Korzystając z danych NFZ (link: http://kolejki.nfz.gov.pl/) i wyliczając wskaźnik oczekujących na 10 tys. ludności, otrzymałam takie oto wyniki:

Województwo Liczba placówek Liczba oczekujących i, w nawiasie, wskaźnik oczekujących na 10 tys. ludności Czas oczekiwania Najkrótszy czas oczekiwania Najodleglejszy termin
Łódzkie 21 44589

(180/10 tys.)

dla 5 placówek łącznie 832 dni oraz dla pozostałych 16 placówek powyżej roku 99 dni 14.05.2024
Pomorskie 15 33082

(143/10 tys.)

dla 5 placówek łącznie 1089 dni oraz dla pozostałych 10 placówek powyżej roku 16 dni 12.04.2024
Dolnośląskie 21 63339

(218/10 tys.)

dla 5 placówek łącznie 1119 dni oraz dla pozostałych 16 placówek powyżej roku 13 dni 08.09.2028

No i cóż, jaki koń jest, każdy widzi, czyli że na zabieg w każdym z tych województw oczkują dziesiątki tysięcy pacjentów, a najgorzej jest w Dolnośląskiem. Tu też w jednej z placówek (z pewnością tej bardzo wziętej) pojawił się „najodleglejszy z odległych” termin oczekiwania na zabieg, bo aż na wrzesień 2018 r., czyli ponad 10 lat! Co prawda w innej jest to zaledwie 13 dni, ale to wyjątek, a nawet można mieć wątpliwość, czy ten krótki czas oczekiwania jest wiarygodny. Do zdecydowanej większości placówek, bo ponad 95 proc., czeka się od kilku miesięcy do kilku lat. Po analizie danych nasuwa się jeszcze kilka uwag:

  • Po pierwsze dane kolejkowe ujęte w tabeli dotyczą tzw. przypadków stabilnych. Dla przypadków pilnych nawet w Dolnośląskiem najodleglejszy termin nie sięga dalej niż do września 2019 r.
  • Po drugie dane o kolejkach są aktualne na konkretny dzień (tutaj na koniec lutego) i mogą się w najbliższym czasie zmienić. Mam nadzieję, że na korzyść pacjentów, gdyż NFZ na leczenie zaćmy sypnął niedawno groszem, a nawet milionami, i kolejki powinny się skracać.
  • Po trzecie te dane nie są do końca miarodajne. Wiele zależy od jakości prowadzenia przez szpitale dokumentacji kolejkowej (a z tym bywa różnie), a nawet od… pacjentów. Dlaczego? Dlatego, że niektórzy z nich nie uprzedzają o rezygnacji z zabiegu i nie wypisują się z kolejki, a szkoda, bo dzięki temu mogłaby się ona skrócić, a się nie skraca.

Jak skrócić sobie kolejkę bez pieniędzy?

I teraz najważniejsze pytanie: co zrobić, by nie czekać latami na zabieg usunięcia zaćmy? Jak skrócić sobie kolejkę i dać się szybciej zoperować? Odpowiedz trudna i ryzykowna.

Jeden z pomysłów, jaki niektórym może przyjść do głowy po wzmiance, że zdecydowanie krótsze są kolejki dla przypadków pilnych, to porzucić bezpieczne miejsce przypadku stabilnego i stać się przypadkiem pilnym. Perspektywa kusząca, ale pod względem zdrowotnym tego nie życzę, gdyż przypadek pilny to m.in. taki, gdzie mamy do czynienia z szybkim postępem choroby, np. zaćmą powikłaną jaskrą, gdy dochodzi do objawu tzw. pęczniejącej zaćmy.

Innym wskazaniem do pilnego leczenia bywa też to, że zaćma, szczególnie ta zaawansowana, może stanowić przeszkodę w diagnostyce i leczeniu innych poważanych chorób oka, np. zwyrodnienia plamki czy zmian zwyrodnieniowych obwodu siatkówki. A wówczas nie ma co czekać, trzeba szybko usunąć zaćmę i niezwłocznie zająć się groźniejszym problemem.

Warto pamiętać, że kwalifikację pilności nadaje lekarz, więc w nim nadzieja, że tę pilność dostrzeże i wystawi skierowanie ze stosowną adnotacją. Co ciekawe, aktualne standardy opracowane przez Polskie Towarzystwo Okulistyczne określają ogólne wskazania do zabiegu zaćmy (można je znaleźć tu: www.pto.com.pl), nie precyzując szczegółowo, kiedy ma to być kwalifikacja jako przypadek pilny. Oczywiście posiłkować się trzeba ogólną definicją „przypadku pilnego” używaną przez NFZ. Zgodnie z nią lekarz, kwalifikując pacjenta jako przypadek pilny, bierze pod uwagę dynamikę procesu chorobowego i możliwości szybkiego pogorszenia stanu zdrowia lub znaczącego zmniejszenia szans na powrót do zdrowia.

Niektórzy jednak nadzieję na przyśpieszenie zabiegu widzą też w zawodzie, jaki wykonują. Bywają takie, że nawet przy mniej zaawansowanej zaćmie człowiek nie jest w stanie bezpiecznie go wykonywać i zostałoby tylko pójść na rentę. Tylko po co, skoro można zaćmę zoperować?

A inne pomysły na skrócenie czasu w ogonku? Inni mają też taki: Jak już teraz, gdy ta zaćma mi jeszcze nie przeszkadza, bo w sumie to dopiero się zaczęła i wykryto mi ją przypadkiem, dostanę to skierowanie na operację i się w tej kolejce ustawię, to za parę lat będzie jak znalazł. Ja sobie będę stał, a w zasadzie powolutku przesuwał się do przodu, a w tym czasie zaćma sobie spokojnie dojrzeje. I nadejdzie np. rok 2024 i mgła po zabiegu się rozwieje.

A gdyby tak za pieniądze?

Oczywiście tę nieznośną mgłę przed oczami można rozwiać już w tym roku i np. zrobić sobie zabieg poza NFZ za własne pieniądze. To opcja dla bogatszych lub bardziej niecierpliwych. Rozpiętość cen „za jedno oko” jest znaczna – od ok. 2 do 9 tys. zł, średnio ok. 4 tys., ale przyjęcia na zabieg od ręki. Choć te kilka tysięcy to nie tak mało, to satysfakcja może być podwójna – sam nie czekam i jeszcze skracam kolejkę innym o swoją własną osobę, wypisując się z niej dziarsko.

Ale jest też łyżka dziegciu w tej beczce miodu: poczucie okradania mnie przez publiczny system zdrowia z własnych pieniędzy. Bo nie dosyć, że płacę na NFZ, to jeszcze muszę sam sobie finansować leczenie? By jeszcze wyraźniej widzieć niektóre absurdy systemu? Ale mimo to może warto rozważyć i tę opcję, choćby z bólem serca (ale takim, który nie będzie wymagał wizyty u kardiologa). Bo jak się lekarze-okuliści tak bardzo się zestarzeją, że będzie ich za mało, by zaspokoić „zaćmowe” potrzeby pacjentów, to kolejka się wydłuży nie z braku pieniędzy w NFZ, ale z braku lekarzy.

Cytując Wisławę Szymborską, podobno „nic dwa razy się nie zdarza”, ale w przypadku zaćmy jest to nieprawdą. Mamy dwoje oczu i być może w kolejce postoimy dwa razy. Może więc czas zacząć odkładać pieniądze już na drugie oko? Bo bez skierowania, tak na zapas, zapisać się do publicznego ogonka jak na razie jeszcze nie można.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: