Grypa na salonach

Grypa na salonach XIX-wiecznej Europy

Pandemie grypy, w XIX w. nazywanej powszechnie influenzą, nawiedzając świat, wywoływały nie tylko zainteresowanie lekarzy, ale i strach wśród ludzi. Nie był on jednak tak wszechogarniający, jak w przypadku epidemii dżumy, która idąc od miasta do miasta w nieporównywalnie większym stopniu niż grypa zbierała śmiertelne żniwo. Wyjątek może stanowić pandemia grypy z 1918 r., tzw. hiszpanki, o której napisano już wiele, ale pod pewnymi względami wciąż stanowi zagadkę.

Cofnijmy się jednak do XIX w., zwanego „erą mikrobiologii”. Wówczas to bowiem uczeni „zaglądają” coraz śmielej w niezwykły mikroświat drobnoustrojów. Jakże wspaniałym zajęciem okazuje się poznawanie mikrobów i rozwiązywanie zagadek groźnych chorób zakaźnych, trapiących ludzkość od wieków. Może także i grypy?

Grypa – czy sprawcą jest pałeczka Pfeiffera?

Taką nadzieję żywił pewnie Richard Pfeiffer, gdy w 1892 r. z materiału pobranego od chorych na grypę wyhodował bakterię – nazwaną potem pałeczkę Pfeiffera, a obecnie Haemophilus influenzae, oświadczając, iż jest ona przyczyną influenzy. Choć prawda okazała się inna, to rozpoczętych wówczas badań nic już nie mogło powstrzymać. Czy Pfeiffer zajął by się grypą, gdyby nie 1889 rok? Możliwe, że nie – czasem potrzeba bowiem impulsu, by rozpocząć dzieło. Być może takim impulsem była największa z XIX-wiecznych epidemia grypy, która wybuchła w Europie pod koniec 1889 r. i w ciągu zaledwie kilku miesięcy ogarnęła cały świat, przybierając charakter pandemii. Co ciekawe, jej pandemiczny charakter nie umknął wówczas uwadze nie tylko uczonych, ale i społeczeństwa.

Grypa idzie od wschodu – rok 1889

Była to bowiem pierwsza pandemia grypy, szeroko komentowana na łamach przeżywającej swój rozkwit prasy codziennej. Dzienniki, jak paryski „Le Temps” i “Le Matin”, berliński „Vossische Zeitung” czy londyński „The Times”, docierające do znacznej liczby czytelników, pełniąc swą misję informacyjną dostrzegły w epidemii dobry temat na newsa.

Na bieżąco pisały więc o przebiegu epidemii grypy, jej objawach, powikłaniach, a nawet sposobach leczenia i zapobiegania. Epidemią influenzy interesowały się także gazety polskie, np. „Dziennik Poznański”, „Kurier Poznański”, czy „Kurier Warszawski”.

Czytelnik, czy to paryżanin, londyńczyk, berlińczyk, rzymianin, czy po prostu poznaniak, zanim na własnej skórze doświadczył „nieprzyjemności” choroby, mógł się nie tylko dowiedzieć, skąd nadciąga zagrożenie, ale kogóż to dopadła grypowa niemoc.

Grypa idzie, a prasa donosi

Jakże fascynujące były to wieści! Czytał więc, że pierwsze przypadki zachorowań zwiastujących nadchodzącą epidemię odnotowano już w maju 1889 r., w trzech różnych miejscach: w Bucharze (Azja), w Athabasce (Kanada) i na Grenlandii. Dowiadywał się, ze około połowy października 1889 r. grypa pojawiła się w Tomsku na Syberii, by pod koniec miesiąca dotrzeć do Petersburga. Stamtąd – „prostą drogą” – dostała się do Berlina, by następnie do końca grudnia opanować pozostałe miasta Europy i zagościć w nich na kilka tygodni. Kierunek marszu pandemii grypy – ze wschodu, od strony od Petersburga, staje się powodem nazwania jej „rosyjską” lub „azjatycką”.

Niejeden czytelnik gazety. śledząc z niepokojem wiadomości prasowe o szerzącej się epidemii. mógł się nawet w duchu ucieszyć, że influenza to jednak nader sprawiedliwa choroba!

W Petersburgu dotknęła bowiem nie tylko najniższe warstwy ludności, ale nie ominęła nawet samego cara Rosji – Aleksandra Aleksandrowicza Romanowa III! Jednym słowem, cóż na ulga – influenza trafia nie tylko pod strzechy zwykłych ludzi, ale i na światowe salony! W jej ramiona dostawali się więc robotnicy i właściciele fabryk, uczniowie i nauczyciele, poddani i rządzący. Nie omijając żadnej ze stolic ówczesnej Europy, zaglądała do mieszkań, urzędów, sądów, szkół, parlamentu, dworów królewskich i książęcych, zakładów pracy, sklepów, słowem – panowała wszędzie, stając się niechcianą Królową Zimy.

Grypa w Paryżu

W Paryżu influenza dopadła najpierw urzędników Luwru, szerząc się na pozostałe grupy ludności. W stolicy Francji szybko zauważano jej szkodliwy wpływ na gospodarkę. Najbardziej uderzającym objawem „klęski grypy” okazało się znaczne uszczuplenie w handlu artykułami spożywczymi: u piekarzy i rzeźników schodziło dziennie aż o kilkaset kilogramów pieczywa i mięsa mniej niż zwykle. W styczniu na grypę chorowali też przedstawiciele władzy: posłowie francuskiego parlamentu, prezydent Republiki – Marie François Sadi Carnot i ministrowie.

Ci ostatni pod koniec stycznia już wyzdrowieli, mogąc nareszcie odprawić odłożone noworoczne przyjęcia, na których jednakże z powodu grypy zabrakło wielu ważnych gości, w tym ówczesnego ambasadora Rosji. W Lyon z powodu choroby aktorów grypy zamknięto operę, w paryskim szpitalu Hotel Dieu na grypę zapadli wszyscy lekarze. Na influenzę cierpiała też francuska prowincja. W Evreux zachorowali wszyscy nauczyciele i rektor miejscowego liceum – zresztą ku zadowoleniu uczniów. W Lille, gdzie wyrabiano słynne wełniane sukna, z powodu epidemii przestały normalnie pracować wszystkie zakłady tkackie.

Grypa zajmuje Wieczne Miasto. Nie gardzi też Hiszpanią

W połowie grudnia 1889 r. influenza dotarła do Wiecznego Miasta. Jej źródłem – jak sugerowano – mieli być rosyjscy książęta, którzy wraz rodzinami przybyli do Rzymu z objętego epidemią Petersburga. W połowie stycznia 1890 r. na grypę zachorował sam książę Aosty – Amadeusz I Sabaudzki, przebywający wówczas w Turynie. Książę, choć konsultowany przez znanego dra Baccelli’ego z Rzymu, niestety zamarł 18 stycznia o godz. 6.45, zaledwie po kilku dniach choroby, prawdopodobnie na zapalenie płuc – powikłanie grypy. Na influenzę chorował też ówczesny minister wojny Bartole Viale, który uszedł wówczas z życiem.

Influenza nie ominęła także hiszpańskich salonów. W Madrycie dosięgła samego prezesa gabinetu, ministra spraw zagranicznych i marszałka izby deputowanych. Na początku stycznia 1890 r. zachorował, mający wówczas niecałe 5 lat, król Hiszpanii – Alfons XIII. W połowie stycznia 1890 r. prasa donosiła: „stan zdrowia młodego hiszpańskiego króla budzi poważne obawy. (…) każą się spodziewać bliskiej katastrofy, a zwłaszcza, że cały system nerwowy jest zaatakowany i król znajduje się wstanie zupełniej indolencji. Lekarze mimo to nie tracą nadziei na utrzymanie go przy życiu”. Na szczęście jednak król wyzdrowiał.

Grypa tańczy walca wiedeńskiego, a potem podbija Berlin

Grypa gościła także na dworze wiedeńskim. Zachorował na nią sam arcyksiążę Karol Ludwik i trzy arcyksiężniczki. W Berlinie natomiast szczególnie upodobała sobie lekarzy. Chorowali profesorowie berlińskiego uniwersytetu i akademii weterynaryjnej, którzy z jej powodu musieli przerwać wykłady. Zachorował nawet sam profesor Rudolf Virchow, który jednak wykładów nie przerwał. O niemieckich akademikach – chorych na grypę, pisano w prasie z przekąsem: „o ile wiemy, wiele panuje tutaj przesady, aby pod pretekstem leczenia się trochę wypocząć”.

Influenza, szerząc się w Berlinie, nie ominęła też carskiego dworu. Na bardzo ciężką grypę zapadła księżna Bismarck, u której choroba przybrała charakter „bardzo złośliwy”. Niestety, cesarzowa Augusta – sędziwa małżonka Wilhelma I zmarła 7 stycznia 1890 r. o godz. 16.29. Jak pisano w prasie: „nie chorowała długo, influenza śmierć spowodowała, gdyż przyłączyło się do tego zapalenie płuc, którego organizm zmarłej nie mógł przezwyciężyć”. Sekcja zwłok potwierdziła, że cesarzowa Augusta rzeczywiście zmarła na zapalenie płuc. Epidemia grypy nie ominęła też innych dworów niemieckich. W styczniu 1890 r. w Stuttgarcie zachorowała na influenzę królowa i, jak pisano, „także król jest od dwóch dni cierpiący, pojawiły się u niego dawne cierpienia newralgiczne”. W tym samym czasie w Monachium z powodu influenzy zmarł natomiast duchowny Jan J. J. Dolinnger.

Grypa dopada flegmatycznych Anglików

W grudniu 1889 r. pidemia grypy dotarła także do Anglii, także tutaj nie omijając ważnych osobistości. Na influenzę zapadł, przebywający wówczas w Londynie, ambasador niemiecki – hr. Hatzfeldt oraz sam lord Salisbury. Już po kilku dniach zdrowie niemieckiego ambasadora poprawiło się jednak na tyle, że mógł udać się w towarzystwie swojego lekarza do prowincji nadreńskiej, aby odpocząć po chorobie. Na grypę zachorował również angielski minister rolnictwa, o którym pisano, iż: „p. Chaplin doznał silnego ataku tej choroby”.

Grypa za oceanem

Wieści o szerzącej się epidemii grypy dochodziły też zza oceanu, a niektóre informacje były nader zabawne. W lutym 1890 r. pewien drukarz z Detroit „puścił w świat” wynalazek, a mianowicie szyld z wymienianym papierowym nadrukiem, wieszany nad drzwiami wejściowymi i mający za zadanie odstraszać niemiłych gości. I tak, oprócz napisów: „Przyjaciołom, niestety, nie pożycza się tu pieniędzy”, „Jesteśmy zaopatrzeni w mydło i nici”, czy „Życie nasze jest już zasekurowane”, na jednym z wymiennych nadruków znalazło się zdanie: „Influenzę, chwała Bogu, już przebyliśmy”.

No cóż, grypa trafiła nawet do Polski, choć na mapie świata jej nie było

Epidemia grypy szalała także w miastach polskich. Na początku grudnia 1889 r. zawitała do Łodzi i Warszawy, by zjawić się także w Krakowie i w Poznaniu. W stolicy Wielkopolski osiągając w połowie stycznia szczyt zachorowań, powoli zaczęła ustępować. Jednakże w lutym ponownie wróciła do Poznania, ale na… deski teatru! Tym razem była to jednak „Influenza” – żartobliwa jednoaktówka – napisana przez tajemniczego Pacyenta z Warszawy.

Wystawiona na początku lutego w poznańskim Teatrze Polskim, ponoć cieszyła się dużym powodzeniem. Jak donosił wówczas „Dziennik Poznański”: wystawienie sztuki w czasie trwania epidemii byłoby może żartem przedwczesnym, dziś okazała się „Influenza” niewinną humoreską, która ubawiła widzów serdecznie. Influenza panująca „w jednym akcie”, zamiast straszyć i siać spustoszenie, jak się okazało stała się dla młodziutkiej Zofii – córki właściciela kamienicy wybawieniem od niechybnie nieszczęśliwego małżeństwa. Dziewczyna, przeznaczona do zamążpójścia za wybranego przez jej ojca kandydata na męża, dzięki grypie jaka dopada podstarzałego narzeczonego zyskuje nadzieję na szczęśliwe życie przy wymarzonym mężczyźnie – młodym i dobrze rokującym lekarzu.

No cóż, życie to nie teatr, chory to nie lekarz, a influenza nie dżuma.

 

Tekst pod tym samym tytułem ukazał się pierwotnie na portalu Parezja.

Foto: V0011966 A family threatened by influenza is prepared for a large sca. Credit: Wellcome Library, London. Wellcome Images. A family threatened by influenza is prepared for a large scale bleeding. Coloured etching.

Dodaj komentarz