Lucilla Serocata, larwy muchy

Larwy muchy czyszczą rany

To nie makabryczny żart, ale prawda. Larwy muchy zielonej Lucilia sericata, zwanej też plujką lub skórnicą, można stosować na trudno gojące się rany. Dlaczego? Bo doskonale je oczyszczają z tkanek martwiczych i ułatwiają gojenie.

Zwykle ranę oczyszcza chirurg, wycinając martwicze fragmenty, których obecność przeszkadza w gojeniu rany. Czasem musi to robić wielokrotnie, co naraża chorego na kolejne znieczulenia. Bo choć sama tkanka martwicza nie boli, to zawsze dochodzi do naruszenia także tkanki żywej. W przypadku larw jest inaczej. Żerując w ranie, wydzielają one na zewnątrz enzymy trawienne, które rozpuszczają martwicę, ale nie ruszają żywej tkanki. Później larwy tę rozpuszczoną martwicę wchłaniają przez aparat gębowy. Jednym słowem, żywią się nią, pozostawiając czystą ranę.

Co ważne, larwy są skuteczne w zakażeniach bakteryjnych ran, gdyż neutralizują tzw. biofilm bakteryjny. Przeszkadza on w zagojeniu się rany, gdyż uniemożliwia zadziałanie antybiotyku w miejscu zakażenia. I kolejna korzyść, to pobudzenie rany do ziarninowania, czyli wytwarzania dobrze ukrwionej tkanki, a tym samym gojenia.

Jak stosuje się larwy muchy?

W tym celu wykorzystuje się specjalne larwy much zielonych hodowane laboratoryjne, w sterylnych warunkach (ze sterylizacją jaj). Larwy są jednorazowego użytku. Żyją od 48 do 72 godzin, a następnie są neutralizowane. Aby leczenie było skuteczne, bierze się od 3 do 5 larw na 1 cm2 rany. Liczba larw zależy od wielkości i grubości martwicy, która pokrywa ranę oraz od stopnia zakażenia bakteryjnego.

Takie leczenie można powtarzać kilkakrotnie, w zależności od ilości martwicy w obrębie rany. Jeden cykl trwa kilka dni, tyle, ile cykl życia larw, które żerują w ranie. Terapia jest całkowicie bezbolesna. Czasem może być jednak odczuwalne nieprzyjemne łaskotanie w ranie. U niektórych pacjentów larwo terapia budzi też niechęć i opór. Bo nie ma nic przyjemnego w widoku pełzających w ranie w larw. Dlatego też coraz częściej stosuje specjalne opatrunku zamknięte, w których nie widać larw, co poprawia komfort pacjenta.

Stara-nowa metoda

Larwoterapia była znana już starożytności. Oczywiście wtedy larwy nie były sterylizowane, bo jeszcze tej metody nie znano. Gdy nastała era antybiotyków, metodę tę zarzucono. Także dlatego, że okazało się, iż larwy muchy mogą przenosić pewne choroby. A jednak w latach 90. XX w. znowu nastąpił rozkwit larwoterapii. Szczególnie w leczeniu ran zakażonych, przewlekłych, na które nie działały kolejne antybiotyki. Stosując larwy sterylne, hodowane w laboratorium wyeliminowano też ryzyko chorób z nimi związanych.

W Polsce larwoterapię stosuje się obecnie głównie w leczeniu stopy cukrzycowej, owrzodzeń żylnych, odleżyn, wszelkich ran przewlekłych, ran pourazowych i oparzeń. Jest kilka miejsc, które specjalizują się w larwoterapii.

Tutaj można zobaczyć film pokazujący tę metodę. Uprzedzam, że film może wywołać nieprzyjemne odczucia, a nawet obrzydzenie.

Czytaj też: Łódzki chirurg leczy rany larwami much. Chętnych pacjentów nie brakuje

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: