Dieta niskowęglowodanowa

Jesz bardzo mało węglowodanów, bo chcesz schudnąć? To niedobrze. Masz większą szansę, że szybciej umrzesz

Tak, to nie ponury żart, ale tak wynika z najnowszych badań, których wyniki zostały zaprezentowane w sierpniu tego roku  na kongresie Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego w Monachium przez jednego z badaczy – prof. dr hab. n. med. Macieja Banacha, kardiologa i dyrektora Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Podczas kongresu prof. Banach powiedział:

„Stwierdziliśmy, że osoby spożywające dietę o niskiej zawartości węglowodanów są bardziej narażone na przedwczesną śmierć. Większe jest również ryzyko poszczególnych przyczyn śmierci, w tym choroby wieńcowej, udaru i raka. Tych diet należy unikać”.

Aby zrozumieć ważność tego wniosku, warto powiedzieć kilka słów o samych badaniach. Przede wszystkim były to badania prospektywne, czyli takie, które się planuje, zbiera grupę badawczą (czyli pacjentów), którą się potem obserwuje przez określony czas, a następnie zbiera i ocenia wyniki. W tym przypadku badano związek pomiędzy dietą z niską zawartością węglowodanów a zgonami z dowolnej przyczyny oraz zgonami z powodu choroby niedokrwiennej serca, chorób naczyniowo-mózgowych (w tym udaru) i raka na próbie złożonej z 24825 uczestników badania.

Jak się okazało, w porównaniu z uczestnikami o najwyższym spożyciu węglowodanów, osoby o najniższym ich spożyciu miały o 32 proc. większe ryzyko zgonu z przyczyn ogólnych, a ryzyko zgonu z powodu choroby niedokrwiennej serca, chorób naczyniowo-mózgowych i raka wzrosło odpowiednio o 51 proc., 50 proc. i 35 proc.

Aby wyniki były bardziej miarodajne, to znaczy, by ograniczyć wpływ jakiś innych czynników niż dieta, dokonano jeszcze tzw. metaanalizy siedmiu prospektywnych badań kohortowych z udziałem aż 447506 uczestników i średnim okresem obserwacji wynoszącym 15,6 roku. W metaanalizie stwierdzono, że ryzyko zgonu ogółem w diecie niskowęglowodanowej jest większe o 15 proc., a z przyczyn sercowo-naczyniowych i raka odpowiednio o 13% i 8%, w porównaniu z dietami wysoko węglowodanowymi.

Oczywiście, pozostają jeszcze do wyjaśnienia niezwykle ważne dwie kwestie: co to znaczy dieta niskowęglowodanowa i czy ważny jest czas jest stosowania. I o tym m.in. rozmawiałam z prof. M. Banachem w wywiadzie opublikowanym w Gazecie Polskiej Codziennie Dodatek Łódzki, który pozwolę sobie przytoczyć w całości. A dla tych, którzy chcą jeszcze więcej poczytać o tym badaniu i jego wynikach polecam tekst: Low carbohydrate diets are unsafe and should be avoided


Najzdrowszy jest umiar

O skutkach i zagrożeniach diety niskowęglowodanowej z prof. dr hab. n. med. Maciejem Banachem – dyrektorem Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki rozmawia Bogumiła Kempińska-Mirosławska.

BKM: Niedawno ukazały się wyniki badań naukowych, z których wynika, że dieta niskowęglowodanowa może być zabójcza! To chyba dość zaskakujące?

M.B: I tak, i nie. Patrząc z perspektywy tego, co doradzamy pacjentom, żaden lekarz nie powinien zalecać diet restrykcyjnych, czyli dających szybkie chudnięcie, a dieta niskowęglowodanowa taką jest, gdyż jak wynika z wcześniejszych badań, że to nie jest zdrowe. Tygodniowo powinniśmy tracić nie więcej niż kilogram masy ciała. Natomiast niezwykle zaskakujący dla nas jest fakt istotnie zwiększonego ryzyka zgonu, jakie się wiąże ze stosowaniem diety niskowęglowodanowej i wielkość tego ryzyka. W badaniu obserwacyjnym, w którym zbierano informacje na temat diety każdego dnia, finansowanym przez rząd USA, które trwało ponad 6 lat, okazało się, że ryzyko śmiertelności całkowitej wynosi 32 proc., natomiast zgonu z powodu nowotworów – 34 proc., z powodu chorób sercowo-naczyniowych i udarów – ponad 50 proc. Co prawda w metaanalizie wartości te są niższe, bo odpowiednio 21, 13 i 8 proc po ponad 16 latach stosowania, ale jednak wciąż jest to bardzo istotne ryzyko. To nas i zaskoczyło, i bardzo zaniepokoiło, szczególnie, że ten rodzaj diety w ostatnich latach jest coraz bardziej popularny.

BKM: Z czego może wynika większe ryzyko zgonu u osób stosujących dietę niskowęglowodanową?

M.B: Mamy dwie hipotezy. Pierwsza, że węglowodany zawarte w pokarmach są potrzebne w organizmie do tworzenia związków wysokoenergetycznych niezbędnych do życia i całkowita ich eliminacja lub drastyczne ograniczenie powoduje, że tych związków zaczyna brakować, co może przyczyniać się do zwiększonego ryzyka zgonu.  A druga, że osoby, które ograniczają przyjmowanie węglowodanów w pokarmach, kompensują je zwiększonym spożyciem innych składników, np. protein, szczególnie zwierzęcych, i tłuszczy.  I to jest ta hipoteza, która mówi, że nie tylko niskie węglowodany w diecie, ale też wyższe wartości, niż przeciętnie, innych składników, jak białka i tłuszcze, wpływają negatywnie i wywołują efekt podwyższonego ryzyka zgonu. Oczywiście hipotezy te wymagają dalszych badań. Bo o ile potwierdziliśmy związek przyczynowy między dietą niskowęglowodanową a śmiertelnością, to teraz musimy mieć pewność, z czego on rzeczywiście wynika.

BKM: Co to jest dieta niskowęglowodanowa?

M.B: Na podstawie dotychczasowych badań należy przyjąć, że dieta niskowęglowodanowa to taka, która zawiera mniej niż średnio 200-210 gramów węglowodanów na dobę. Mam na myśli wszystkie węglowodany: cukry proste, jak np. cukier do słodzenia napojów oraz węglowodany złożone, które znajdują się np. w pieczywie, makaronach, warzywach itd. Te 200 gramów to jest bardzo mało. Gdy ja przeanalizowałem swoją dietę, a naprawdę zdrowo się odżywiam, to wyszło mi, że dziennie przyjmuję ok. 300-320 węglowodanów na dobę. A przecież ani nie słodzę napojów, za wyjątkiem odrobiny cukru do kawy, ani nie jem słodyczy, za wyjątkiem gorzkiej czekolady. Chcąc więc odpowiedzieć na pytanie, jaka jest zdrowa zawartość węglowodanów w diecie, to można przyjąć, że między 300 a 350 gramów, maksymalnie 400 na dobę. Każdy z nas może sobie policzyć, jak wygląda jego dieta. Wystarczy poszukać w Internecie, ile węglowodanów znajduje się w porcji jakiegoś produktu. I tak np. banan ma ok. 30-40 gramów, porcja ziemniaków – ok. 60 g, bułka pszenna ok. 46 g, a porcja spaghetti w Polsce, która różni się zdecydowanie od tej we Włoszech, zarówno co do ilości jak i zawartości produktów w sosie, może mieć nawet powyżej 100-150 gramów.

BKM: Jakie są skutki stosowania diety niskowęglowodanowej?

M.B: Z jednej strony wiemy, że dieta niskowęglowodanowa stosowana krótko, tj. 6-12 miesięcy, rzeczywiście spowoduje, że schudniemy, poprawią nam się wskaźniki glukozy i lipidów we krwi, czyli mamy efekt pozytywny. Z drugiej jednak nasze badania uwodniły, że bardzo restrykcyjna dieta niskowęglowodanowa stosowana już powyżej półtora roku, a szczególnie powyżej trzech lat, ewidentnie zwiększa ryzyko zgonu. Jeśli więc ktoś się uprze, to wydaje się, że do półtora roku taka dieta jest bezpieczna, choć jako lekarz nie polecam żadnych diet restrykcyjnych, tylko dobrze zbilansowane. Z naszych analiz wynika też, że osoby starsze mają znacznie większe ryzyko zgonu związane ze stosowaniem diety niskowęglowodanowej, niż młodsze. I to nas o tyle nie dziwi, że młody organizm łatwiej dostosowuje się do diet, nawet restrykcyjnych. Jednak zaskakujące jest to, że jak porównywaliśmy osoby otyłe z nieotyłymi, to okazało się, że znacznie większe ryzyko zgonu z powodu stosowania diety niskowęglowodanowej występuje u pacjentów nieotyłych, czyli z BMI poniżej 30.

BKM: Co to oznacza w praktyce?

M.B: Oznacza to, że jeżeli nie potrzebujesz diety, to jej nie stosuj. Jako kardiolog wiem, że najlepszy BMI, jeśli chodzi o niskie ryzyko incydentów serowo-naczyniowych, to ok. 27, czyli wartość trochę większa niż górna granicę normy, która wynosi 18-25. I wówczas nie ma potrzeby stosowania diet restrykcyjnych. Podsumowując: nie rekomenduję diet restrykcyjnych, gdyż każda, stosowana szczególnie przez długi okres czasu, jest niebezpieczna dla naszego zdrowia. Rekomenduję diety dobrze zbilansowane, np. dietę śródziemnomorską, czy dietę DASH, zalecaną w nadciśnieniu, która opiera się na redukcji kalorii przy właściwych proporcjach składników. Ale też chcę wyraźnie pokreślić, choć dieta niskowęglowodanowa nie jest zdrowa, to w żadnym wypadku nie zachęcam do jedzenia słodyczy czyli do zwiększenia zwartości cukru w naszej diecie, na co mamy liczne dowody co do negatywnego wpływu na nasze zdrowie. Jak się okazuje, najzdrowszy jest po prostu umiar.

BKM: Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: