mafia lekowa

„Jak nas zabija mafia lekowa” – komentarz

„Jak nas zabija mafia lekowa” – taka zapowiedź artykułu na okładce pisma musi wzbudzić zainteresowanie, a nawet grozę, tym bardziej, gdy przekaz wsparty jest równie mocnym obrazem – złożonej z białych tabletek czaszki, ziejącej pustką czarnych oczodołów.

mafia lekowaPrzyznaję, na artykuł we „Wprost” (wydanie 19-25 listopada 2018 r.) czekałam już od chwili, gdy zdjęcie okładki pojawiło się na Twitterze. Pomyślałam – koniecznie muszę go przeczytać, tym bardziej, że jestem lekarzem i byłam ciekawa, o jakim tym razem procederze mafii lekowej będzie mowa. Gdy tylko kupiłam tygodnik, od razu zajrzałam do środka w poszukiwaniu rzeczonego artykułu. Znalazłam. I pojawiło się, przyznaję, lekkie rozczarowanie.

Tekst autorstwa Karola Wasilewskiego, sygnowany jako „temat z okładki”, po pierwsze miał już znacznie mniej marketingowy tytuł, bo po prostu Jak się podrabia leki w Polsce. A po drugie, przerzucając wzrokiem po akapitach, stwierdziłam, że wcale nie jest o mafii lekowej w ustalonym – m.in. wcześniejszymi publikacjami Piotra Nisztora – znaczeniu.

Dla przypomnienia podam, że Nisztor opisał proceder tzw. odwróconego łańcucha dystrybucji leków oraz ich nielegalnego wywozu za granicę, co prowadziło do tego, że pacjenci w Polsce nie mogli kupić w aptekach wielu ważnych leków.

Ponieważ rozczarowanie nie było na tyle duże, by nie zagłębić się w tekst Wasilewskiego, który dotyka jednak istotnego problemu fałszowania leków i ich sprzedaży w Internecie, przeczytałam go w całości. Streszczać artykułu nie będę, niech każdy przeczyta go sam, wypunktuję tylko jego najważniejsze tezy.

Pierwsza – w Polsce kwitnie w najlepsze proceder podrabiania leków (od siebie dodam, że także suplementów diety, które trzeba wyraźnie od leków odróżnić), druga – głównym miejscem ich dystrybucji jest Internet, trzecia – podrabiane leki stwarzają zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi, czwarta – polskie prawo bagatelizuje problem i nie daje wystarczających narzędzi do walki z tym procederem.

A teraz kilka słów komentarza.

Podrabianie leków nie jest procederem nowym – trwa od lat i nasila się. Jakie są jego rozmiary? Autor przytacza pewne dane, ja tutaj dodam jeszcze jedno źródło – tegoroczny raport pt. Pozaapteczny obrót lekami OTC – bezpieczeństwo, ekonomia i oczekiwania pacjentów przygotowany przez Stowarzyszenie Leki Tylko z Apteki. Na str. 43 raportu czytamy:

„Zjawisko fałszowania leków przybiera na sile ze względu na ogromną rentowność tego typu nielegalnych działań. Według szacunków Komisji Europejskiej do roku 2020 w obrocie znajdzie się około 183 mln opakowań sfałszowanych leków. (…) Według WHO w Polsce możemy mieć do czynienia z jednym opakowaniem sfałszowanego leku na sto sprzedanych opakowań. Według danych Ministerstwa Finansów celnicy zatrzymali w 2015 roku podrobione leki o wartości 200 tys. zł, natomiast w kolejnym roku zatrzymano już 19 tys. opakowań podrobionych leków o wartości czterokrotnie wyższej. W 2016 roku prokuratura potwierdziła ponad 400 przypadków fałszowania produktów leczniczych. Wykrywano m.in. preparaty zawierające gips, kredę lub mąkę zamiast substancji czynnych, zdarzały się także przypadki wytwarzania podróbek z leków przeterminowanych, a także stosowania substancji czynnych złej jakości lub w dawkach stwarzających zagrożenie dla bezpieczeństwa pacjenta. Dane te wskazują na bardzo szybki wzrost zorganizowanej przestępczości zajmującej się fałszowaniem leków i ich sprzedażą w legalnych kanałach”.

Warto zapamiętać szczególnie jedną liczbę – jedno na sto sprzedanych opakowań leku jest sfałszowane.

Autorzy raportu zwracają też uwagę na pewną bardzo ważną kwestię. Unia Europejska, a my w ślad za nią, wdrożyliśmy system kontroli autentyczności produktów leczniczych znajdujących się w obrocie, tzw. system KOWAL. Ale…, no właśnie, jest pewne ale. Co prawda wdrożenie systemu KOWAL zwiększy bezpieczeństwo obrotu lekami, ale tylko w aptekach. Natomiast nie obejmie on obrotu pozaaptecznego, co de facto może zwiększyć ryzyko pojawiania się sfałszowanych produktów w sklepach ogólnodostępnych. Szczególnie może dotyczyć to leków przeciwbólowych zawierających popularny paracetamol, ibuprofen, itd. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta, fałszowanie leków jest niezwykle opłacalnym biznesem, a prawo karne w Polsce jest w tym zakresie dziurawe.

O tym pisze także autor artykułu:

„Ale – choć mafia lekowa działa u nas w najlepsze – za tę działalność skazuje się tylko pojedyncze osoby. (…) w Polsce podrabianie leków traktowane jest przez sądy i prokuraturę tak samo jak podrabianie ubrań czy sprzętu elektronicznego. Zwykle nie bierze się pod uwagę zagrożenia życia i zdrowia pacjentów. Dla porównania w innych krajach Unii za fałszowanie leków grozi nawet do 15 lat więzienia”.

A to po prostu oznacza, że nasze prawo jest zbyt liberalne wobec procederu fałszowania leków, a przestępcy są przez wymiar sprawiedliwości traktowani zbyt pobłażliwie.

Moim zdaniem najwyższa pora to zmienić. I to nie w interesie firm farmaceutycznych czy aptek, które z pewnością na tym procederze tracą, ale w interesie nas wszystkich. Dlaczego? Dlatego że lek fałszywy to lek niebezpieczny – w najlepszym razie nie działa, w najgorszym może spowodować trwałe szkody na zdrowiu, a nawet zgon.

I tu pojawia się pytanie – dlaczego ludzie ryzykują i kupują leki przez Internet, ryzykując, że mogą one pochodzić z niepewnego źródła? Oczywiście jednym z powodów jest to, że często zakup dotyczy preparatów, które u nas są zakazane. Np. niektóre leki na odchudzanie zawierające pochodne amfetaminy. Ale nie tylko, bardzo częstym powodem jest też fakt, że są one dużo tańsze niż te kupowane w aptece.

A teraz kilka słów na temat cen leków. Od razu powiem wprost – ceny wielu leków są za wysokie. I nie chodzi tu tylko o niską siłę nabywczą przeciętnego Polaka. Ceny są za wysokie nawet w stosunku do wszystkich kosztów, jakie firma farmaceutyczna musi ponieść na badania leków, ich wytworzenie, a potem marketing. Podam jeden przykład. Pewien lek, nazwę go X (pozwolicie, że z przyczyn oczywistych – jestem lekarzem – nie podam jego prawdziwej nazwy firmowej), stosowany w kardiologii i hematologii kosztuje ok. 400 zł za opakowanie. Tyle musi zapłacić pacjent na 100 proc. To dużo, nawet bardzo. Czy musi on tyle kosztować? Moim zdaniem niekonieczne. Z czego ten wniosek? Mianowicie jakiś czas temu firmie zaczęło się nagle opłacać sprzedawać w niektórych aptekach ten sam lek  za niecałe 150 zł. I to w dużych ilościach. I pytanie – czy firma ta prowadziła działalność charytatywną, że dokonała aż tak znacznego upustu ceny? Nie! Czy firma do tego interesu dokładała? Nie sądzę, a jeśli nawet, to właśnie ze sprzedaży po 400 zł za opakowanie, czyli miała z czego, a i tak wyszła na swoje. Czy firma musi też zarabiać? Oczywiście, że tak. Tylko czy aż tyle? I ile rzeczywiście jest warte to opakowanie leku X – 150 zł czy 400 zł, a może 250 zł? Problem w tym, że tego nie wiemy. A powinniśmy, gdyż lek nie jest takim samym produktem konsumpcyjnym, jak np. cukierki w naszym ulubionym smaku, które gdy są już zbyt dla nas za drogie, to albo zmieniamy gust, albo w ogóle przestajemy kupować cukierki.

I wracając teraz do naszego głównego problemu – fałszowania leków. Ten proceder będzie się rozwijał tym bardziej, im leki, ze względu wysoką na cenę, będą dla pacjentów trudniej dostępne. Ludzie będą „optymalizować koszty” farmakoterapii i szukać tańszych „zamienników” w Internecie, a nie mając odpowiedniej wiedzy, bardzo łatwo nabiorą się na fałszywki.

Teraz jeszcze jedna kwestia, która wiąże się z ceną leków, a tym samym wpływa na zainteresowanie zakupami w Internecie i popularność fałszywych leków. Kwestia braku alternatywy lub braku konkurencji.

Mówiąc o braku alternatywy, mam na myśli sytuację, gdy dany lek jest jedyny w swoim rodzaju, np. pewna grupa leków innowacyjnych, szczególnie leków biologicznych, lub u danego pacjenta można zastosować tylko jeden konkretny preparat, bo inne, choćby o takim samym działaniu leczniczym, dają jednak objawy uboczne. I tutaj nie ma mocnych. Płacz i płać.

A o co w takim razie chodzi z tym brakiem konkurencji? Niestety nasz polski przemysł farmaceutyczny nie stanowi żadnej realnej konkurencji dla firm zagranicznych. A nawet więcej, podzielę tu pogląd byłego już podsekretarza stanu w Ministerstwie Zdrowia Krzysztofa Łandy, że polski przemysł farmaceutyczny chyli się ku upadkowi (link do artykułu). W ten sposób jesteśmy zdani na łaskę i niełaskę zachodniej Big Farmy, która dyktuje ceny.

Oczywiście zadaję sobie sprawę, że nasz rodzimy przemysł, nawet gdyby nie chylił się ku upadkowi, nie zastąpi dorobku światowego, bo też nie o to chodzi. Ale dziś nie jesteśmy nawet w stanie konkurować na rynku leków generycznych, co do zasady tańszych, ale tak samo skutecznych, jak leki oryginalne. To powoduje, że polityka lekowa państwa oparta jest głównie na polityce refundacyjnej, czyli sterowaniu cenami leków, po jakich nabywa je pacjent, i na dłuższą metę jest niewydolna. Ponieważ koszty leków coraz bardziej obciążają wydatki NFZ na opiekę zdrowotną, to państwa nie będzie stać na ustalenie niższej wysokości odpłatności za leki. I pacjenci będą szukali erzacu. Także w Internecie. A tam, gdzie popyt, tam i podaż. Choćby fałszywek i za cenę zdrowia.  

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: