Wada serca: jedna operacja dwa życia

Wada serca: dwa życia dzięki jednej operacji

Alicja waży 3050 gramów i jest zdrowym noworodkiem. Przyszła na świat 25 września, w Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Nic niezwykłego, gdyby nie to, że 26 lat temu jej mama, Emila, będąc noworodkiem, została zoperowana w tym samym szpitalu. Powód? Wrodzona wada serca – przełożenie wielkich pni tętniczych. Dzięki temu dziś może cieszyć się życiem – swoim i córeczki.

Wada serca: jedna operacja dwa życia, p. EmiliaPani Emilia mieszka pod Łowiczem, jest po studiach i wraz mężem prowadzi gospodarstwo sadownicze. Jeździ także po Polsce i doradza innym sadownikom. – Choć urodziłam się z ciężką wadą serca, to dzięki operacji, gdy miałam zaledwie osiem dni, prowadzę normalne życie, jak każdy człowiek – mówiła wczoraj podczas konferencji prasowej mama małej Alicji.

Pani Emilia to prawdopodobnie pierwsza w Polsce pacjentka operowana z powodu przełożenia wielkich pni tętniczych. Lekarzem, który podjął się w 1992 r. zabiegu, był prof. Jacek Moll, kierownik Kliniki Kardiochirurgii. – Dokonał się wówczas wielki postęp w medycynie i można było zacząć operować noworodki z tą wadą. Choć początkowo podejście starszych kardiologów było dość sceptyczne, dla mnie jednak ta operacja była zabiegiem z wyboru – powiedział prof. Moll.

Przełożenie wielkich pni tętniczych to wada, w której aorta, zamiast z lewej komory serca, wychodzi z prawej, a pień płucny, zamiast z prawej komory, wychodzi z lewej. Bez operacji takie dzieci umierały w ciągu kilkunastu dni od urodzenia. – Po operacji, która polega na przywróceniu prawidłowej anatomii serca, mogą się one rozwijać, dorastać, a nawet, jak widać, zostać matkami – mówił prof. Moll.

(fot. P. Emila z córeczką i mężem w CZMP w Łodzi)

Wada serca – czy operacja ratuje życie?

Operacja jest trudna, gdyż najpierw trzeba przeszczepić, cienkie jak włos, naczynia wieńcowe. Cały zabieg trwa ok. pięciu godzin. Prowadzony jest w obniżonej do ok. 28 stopni Celsjusza temperaturze ciała i w krążeniu pozaustrojowym, czyli na zatrzymanym sercu, które u kilkudniowego noworodka jest zaledwie wielkości orzecha włoskiego. Jeśli się powiedzie, a takich przypadków w Matce Polce jest już ponad 800, pozwala na normalne życie. – Co ważne, taki pacjent, jeśli nie ma innych wskazań, nie musi brać potem żadnych leków. Kontrola odbywa się co dwa lata i jest jedyna uciążliwość – mówiła prof. Jadwiga Moll, kierownik Kliniki Kardiologii.

Potwierdza to pani Emila. – Jako dziecko chodziłam normalnie do szkoły, uprawiałam sport, studiowałam, a dziś pracuję i cieszę się rodziną – mówiła mama małej Alicji.

Choć zdarza się, że wrodzone wady serca mogą być dziedziczne, to Alicja jest zupełnie zdrowa. – Jak na razie, jest też bardzo spokojnym dzieckiem – powiedziała pani Emila. – Jestem bardzo wdzięczna lekarzom, za to, że kiedyś mnie zoperowali. Dali mi drugie życie, za co bardzo dziękuję – dodała.

Wada serca – szczęśliwe zakończenie, szczęśliwy początek

Jak powiedział dr Michał Krekora z Kliniki Położnictwa, Perinatologii i Neonatologii, opieka nad pacjentką to była sama przyjemność. Cały okres ciąży przebiegał prawidłowo, a poród nastąpił o czasie drogą ciecia cesarskiego. – Bardzo się cieszymy, że takie sukcesy jak ten są możliwe. Jest tak tylko i wyłącznie dzięki wielospecjalistycznej opiece, jaką mamy w naszym szpitalu – powiedział prof. Marek Maciejewski, kierownik Kliniki Kardiologii i Wad Wrodzonych u Dorosłych.

Pani Emila i jej córeczka wyszły szczęśliwe do domu.

 

Artykuł ukazał się 2 października w GPCodziennie Dodatek Łódzki:

Dwa życia

(fot. P. Emila z córeczką i mężem w CZMP w Łodzi)

#CentrumZdrowiaMatkiPolki #wadaserca #sukcesmedycyny #Łódź

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: