Błąd medyczny

Błąd medyczny? Nie dajmy mu się rodzić…

BKM: Czy w takim razie lekarze są nieoduczeni, czy może to intuicyjne podejście jest pozostałością z czasów, gdy aparatura nie była nie była tak dostępna i dobra technicznie?

JB: Intuicja jest zawsze pożądana, tylko nie można przeszarżować. Po to mamy szerokie możliwości diagnostyczne, żeby z nich korzystać i w jakiś sposób na nich polegać. I nie stawiałabym tezy, że lekarze są niedouczeni. Według mnie są dobrze wykształceni. Tylko chyba zbyt lekko podchodzą do sygnałów ostrzegawczych, które wynikają z wyników badań. Po pierwsze nie przywiązują należytej wagi do nieprawidłowości w tych badaniach, a po drugie – nie widzą potrzeby wykonywania badań dodatkowych w sytuacji, w której mogłyby one właśnie im, lekarzom, zagwarantować większą pewność. Może chodzi o koszty? Może wynika to z jakichś wskazań dyrekcji, czy ordynatora, aby na pewnych badaniach oszczędzać? Nie wiem.

BKM: Lekceważące podejście? Przyznam, że brzmi niepojąco. Na czym ono na przykład polega?

JB: Takim przykładem lekceważącego podejścia do pewnych kwestii jest np. to, że parametry techniczne urządzeń są notorycznie źle ustawione. Ktoś powie, że to tylko data czy godzina, jakie to ma znaczenie, ale jak przychodzi co do czego, pojawia się problem. Np. kiedy pacjentka ma wykonane badania KTG na trzech różnych urządzeniach: pierwsze w chwili przyjęcia, drugie na oddziale, a trzecie na bloku porodowym i każde z tych urządzeń jest źle ustawione, i na każdym z nich położna wpisuje ręcznie datę i godzinę wykonania KTG, to może spojrzeć niedokładnie. W jednym pomieszczeniu spojrzy na własny zegarek, w drugim na ten wiszący na ścianie, a każdy z nich pokazuje inną godzinę. Wiadomo, że gdy chodzi o cięcie, to minuty mają znaczenie. Wówczas często spór sądowy tyczy się tego, czy gdyby wydobyto dziecko w 15 minut, a nie w 20 czy 25 minut od badania, to czy miałoby większe szanse na lepszy stan, a wręcz na przeżycie, czy nie. Więc będę się upierać, że staranność – nazwijmy ją organizacyjna – też ma znaczenie. Moim zdaniem nie można podchodzić lekceważąco do takich elementarnych kwestii jak parametry urządzeń medycznych. Ja wiem, że nie jest to obowiązek lekarza czy położnej, ale przecież ten lekarz przychodzi np. w poniedziałek do pracy i widzi, że KTG jest źle ustawione, przychodzi we wtorek i jest tak samo, to czy naprawdę, dla własnego bezpieczeństwa i komfortu, nie powinien w takich sytuacjach interweniować u kogoś, kto za to odpowiada?

BKM: Minister zdrowia chce się ponoć wycofać ze standardów medycznych opieki położniczej i zastąpić je standardami organizacyjnymi. Jak to wpłynie na jakość opieki okołoporodowej, a tym samym na występowanie błędów medycznych?

JB: Myślę, że negatywnie. Moim zdaniem to jest zły ruch nie tylko dla pacjentów, ale też dla lekarzy. Mądry lekarz, mając standardy medyczne, jest w stanie korzystać z nich jak z check-listy. Na przykładzie kart okołooperacyjnych można powiedzieć, że takie check-listy się sprawdzają i nie są jakąś zbędną biurokracją. W przypadku standardów okołoporodowych nie mamy co prawda formularza do wypełnienia, bo te standardy nie są szablonem dokumentacji medycznej, ale wprowadzają pewne usystematyzowanie i chronologię działań. I to jest dobre. I nie jest prawdą, co mówi Naczelna Izba Lekarska, że to ogranicza lekarzom możliwości leczenia. To wprowadza pewien schemat działania, dobrą praktykę, uznaną, będącą bez wątpienia aktualną wiedzą medyczną. I jeżeli lekarz postąpi zgodnie ze standardem, to zawsze będzie mógł się obronić, że postępował z aktualną wiedzą. A NIL mówi: nie, nie, to źle, bo lekarz ma związane ręce. No właśnie – nie! Bo jeśli lekarz uzna, że sytuacja danej pacjentki odbiega od standardu i wymaga nietypowych działań, to zawsze może te działania podjąć, zawsze może opisać, dlaczego, jego zdaniem, ten przypadek wymyka się ze schematu. Oczywiście, tym samym wymaga to większej staranności od lekarza i przemyślenia niestandardowej decyzji, ale przecież do tego dążymy, żeby to leczenie było optymalne. Biorąc pod uwagę te argumenty, uważam, że istnienie standardów jest dobre i dla pacjenta, i lekarza. Pacjentkom dają one pewność tego, jak powinna wyglądać procedura porodu, ale daje im też, co muszę przyznać, pewne narzędzie do ręki w razie sporu. Daje to narzędzie obu stronom: lekarzowi i pacjentce.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: