Błąd medyczny

Błąd medyczny? Nie dajmy mu się rodzić…

Kobieta trafia na oddział położniczy. Charakter bólów wskazuje na poród w toku. Przebieg ciąży bez powikłań. W domu wszystko przygotowane, panuje atmosfera radosnego wyczekiwania na potomka. Zaledwie kilka godzin później wali się świat. Dziecko umiera. Dlaczego? Kto winien? Ktoś popełnił błąd?

Błąd medyczny - mówi mec. Jolanta BudzowskaO błędach medycznych w położnictwie z mecenas Jolantą Budzowską* rozmawia dr n. med. Bogumiła Kempińska-Mirosławska.

BKM: Mimo postępu w medycynie wciąż zdarzają się błędy medyczne. Jaka jest skala tego zjawiska w Polsce i jak wypadamy na tle innych krajów?

JB: Trudno powiedzieć, gdyż nie mamy statystyk, które by dokumentowały ilość i rodzaje błędów medycznych. Np. czy jest to zdarzenie polegające na czysto technicznym błędzie, jak pozostawienie ciała obcego po operacji – co jest kwestią zwykłej pomyłki lub niedbalstwa, a nie błędu w sztuce, czy na niewłaściwym postępowaniu diagnostyczno-leczniczym. Takich danych nie ma. Próbują je zbierać ubezpieczyciele. Wiem, że PZU wprowadziło pilotażowy program w kilku szpitalach, gdzie zdarzenia medyczne są ewidencjonowane i analizowane. Gdy zdarzenie medyczne ma miejsce, podejmowane są wówczas próby jak najszybszego nawiązania kontaktu z poszkodowanym pacjentem albo z rodziną, by ugodowo rozwiązać problem i dobrowolnie wypłacić uzasadnioną rekompensatę. Oczywiście, o ile byłaby ona niższa niż ta zasądzona przez sąd. I w mojej ocenie jest to dobry kierunek. Zobaczymy, jak te działania zostaną ocenione przez wszystkie zainteresowane strony: pacjentów, szpitale i ubezpieczyciela, gdy zostaną podsumowane pierwsze rezultaty tego programu.

BKM: A jak często zdarzają się błędy medyczne w położnictwie? Nagłaśnianie ich przez media sprawia wrażenie, że są powszechne.

JB: Tu także trudno powiedzieć jak często. Nawet gdyby sięgnąć do statystyk sądowych, to błędy medyczne nie są odrębnie ewidencjonowane. Wszystkie sprawy związane z zadośćuczynieniem są ujmowane w jednej kategorii. Poza tym to, co trafia do sądu, to tylko wierzchołek góry lodowej. Pacjent musi być rzeczywiście zdeterminowany, żeby iść do sądu. Błędami medycznymi zajmują się głównie sądy okręgowe, ale drobne sprawy, których wcale nie jest mało, są rozpatrywane przez sądy rejonowe, a więc dane dotyczące ilości i rodzaju spraw są mocno rozproszone. Pewien obraz daje ilość spraw wpływających do wojewódzkich komisji do spraw orzekania o zdarzeniach medycznych. Tutaj te statystyki są i prowadzi je Biuro Rzecznika Praw Pacjenta. To nadal są informacje jedynie o ilości spraw, które trafiają do wojewódzkich komisji, a nie o ilości występujących ogółem błędów medycznych.

BKM: A jakie są ich główne przyczyny błędów medycznych okołoporodowych?

JB: Moim zdaniem są dwie zasadnicze. Pierwsza to brak należytego nadzoru nad przebiegiem porodu w sytuacji, w której pacjentka jest już na oddziale w szpitalu. Występujące zagrożenia i nieprawidłowości dotyczące dobrostanu płodu bywają bagatelizowane i nie jest prowadzona pogłębiona diagnostyka, która miałaby wykluczyć zagrożenie lub ocenić dobrostan płodu. Np. jeżeli mamy podejrzany wynik KTG, to teoretycznie powinien być potwierdzony dobrostan płodu dłuższym zapisem KTG lub np. badaniem USG Doppler. Często się tego nie robi, sytuacja się rozwija i w momencie, kiedy jest już oczywiste, że stan dziecka jest zły, to wykonywane jest cięcie. W takich sytuacjach bywa, że za późno. Upływa zbyt dużo czasu pomiędzy tymi pierwszymi symptomami a momentem, kiedy personel jest już przyparty do muru i wiadomo, że nie ma innego wyjścia jak tylko wykonać cięcie w trybie nagłym – często spóźnione.

Druga przyczyna to błędy w interpretacji badań, przede wszystkim badań KTG. Refleks tego, co się dzieje na sali porodowej, mam na sali sądowej. Nawet biegli lekarze w tej samej sprawie potrafią różnie ocenić to samo badanie KTG. Jedni twierdzą, że jest ono podejrzane i wskazane było dłuższe prowadzenie zapisu, inni – że mieściło się w granicach normy. Jedni, że dane badanie KTG pokazuje oscylację milczącą i to, że dziecko było już w stanie agonalnym, inni – że wynik badania „mieścił się w granicach normy”. To samo dotyczy badań USG. Wiadomo, że badanie to pokazuje wagę dziecka z pewnym przybliżeniem, ale choć mamy coraz lepsze aparaty – dokładniejsze, czulsze – to bywa, że nie przywiązuje się należytej uwagi do wskazań urządzenia. Zbyt często położnicy przedkładają własną intuicję i takie szacowanie „na oko” nad „szkiełko i oko”, czyli parametry, jakie pokazuje aparat USG. Np. aparat wskazuje wagę 4000 g +/- 15%, a lekarz mówi: „nie, nie, moim zdaniem będzie nie więcej niż 3200 gramów”, a jak się potem okazuje, dziecko ma 4400 g i są problemy.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: